Gazeta Lokalna

Kutnianin oszukał studentów z Ukrainy? „Wziął dolary i ślad po nim zaginął”

0Ukraińscy studenci twierdzą, że zostali oszukani przez polskiego przedsiębiorcę. Miał obiecywać im studia i pracę w Kutnie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Młodzi ludzie oddali ostatnie pieniądze i teraz bez grosza przy duszy starają się wiązać koniec z końcem w obcym kraju. – Już nawet nie chodzi nam o te oszustwa, tylko o pieniądze, które straciliśmy – mówią zrozpaczeni Ukraińcy. Polak jednak odpiera zarzuty i twierdzi, że ma twarde dowody swojej niewinności.

Mieczysław W. pojawił się na uczelni w Kołomyi na Ukrainie. Szukał tam studentów chętnych do przeprowadzki za ich zachodnią granicę i podjęcia pracy w sercu zupełnie obcego im kraju. Miał obiecać duże zarobki i stabilizację.

Obiecał gruszki na wierzbie?

– Mieliśmy pracować w szpitalu przez pierwszy rok na pół etatu i dostawać za to ok. 400 dolarów, po roku mieliśmy dostać umowę na 5 lat na pełny etat za 800 dolarów – mówi jeden ze studentów, Iwan Mykytejek.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, najpierw trzeba było ponieść pewne koszty. Mieczysław W. zażądał po 100 dolarów od osoby. To pieniądze, które przeznaczone miały być na wyrobienie niezbędnych dokumentów. Żaden ze studentów długo się nie zastanawiał. Niskie ukraińskie płace, wysokie ceny, a do tego wojna na wschodzie kraju i napięta sytuacja polityczna. Perspektywa inwestycji stu dolarów, by potem zarobić w miesiąc nawet osiem razy tyle, wydawała się dla młodych ludzi wyjątkowo atrakcyjna. 6 październiku na dworcu w Kutnie zatrzymał się pociąg z Kołomyi. Studentów z dworca odbiera W. Pierwszy przystanek – akademik. Kolejny – Kutnowski Szpital Samorządowy. Potem znów akademik. Tam W. pobiera od każdego po kolejne 100 dolarów na opłacenie pierwszego miesiąca pobytu w domu studenta Wyższej Szkoły Gospodarki Krajowej.

– Wiedzieliśmy o opłacie tylko za pierwszy miesiąc, więc zapłaciliśmy mu do ręki – tłumaczy Iwan. – Odtąd pojawiał się po kilka razy w akademiku, wszystko za nas załatwiał, nie mogliśmy sami dostać się do rektoratu – mówi pan Iwan.

Gdyby nie gościnność...

Ukraińcy mieli kilka dni na poznanie miasta i oczekiwanie na podjęcie pracy w szpitalu. Po tym czasie dotarła do nich przygnębiająca informacja – z praktyk nici. Z tej patowej sytuacji mieli dwa wyjścia. Albo powrót na rodzinną Ukrainę, albo studia i znalezienie pracy, przy wsparciu W. Wtedy wśród naszych wschodnich sąsiadów pojawiły się pierwsze wątpliwości co do uczciwości pośrednika.

– Mam pismo, z którego wynika, że prezes szpitala wcale nie planował przyjmowania praktykantów z Ukrainy. Czujemy się oszukani. Jakby tego było mało, pan W. opłacił tylko pół miesiąca naszego pobytu w akademiku – mówi obywatel Ukrainy, który dodaje, że sytuacja przyjezdnych byłaby wyjątkowo trudna, gdyby nie empatia i zrozumienie ze strony władz uczelni. Ukraińcy podkreślają, że mogliby wylądować na bruku, lecz powiedzenie o polskiej gościnności znalazło potwierdzenie w tym, jak zostali przyjęci i potraktowani.

– Gdyby nie pani Białobłocka, nasza rektor, nie wiem jak związalibyśmy koniec z końcem. Znaleźliśmy się w wyjątkowo trudnym położeniu, martwiliśmy się, nasze rodziny na Ukrainie także. Ale wyciągnięto do nas pomocną dłoń – mówi pan Iwan.

Dokumenty dowodem na niewinność?

Sam Mieczysław W. twierdzi, że wszystkie jego działania odbywają się zgodnie z literą polskiego prawa, a na potwierdzenie swoich słów przedstawia plik dokumentów.

– W umowie jest jasno napisane kto ponosi koszty – nie ja. W szpitalu proponowano im pracę, ale zmienił się dyrektor i jego następca teraz nie chce wziąć tego na siebie – tłumaczy.

Mężczyzna potwierdza, że zainkasował od Ukraińców po 200 dolarów, bo kwoty te były niezbędne aby sformalizować ich pobyt w naszym kraju i opłacić zakwaterowanie.

– Na Ukrainie za tłumaczenia wziąłem od nich po 100 dolarów, zgadza się. I tutaj jak przyjechali zapłacone było drugie 100 dolarów za ich bursę i jeszcze muszę uregulować 1750 zł zgodnie z umową z panią Białobłocką – dodaje.

Potwierdzeniem jego słów ma być oświadczenie, podpisane przez Mieczysława W. i rektora WSGK, w którym mężczyzna zobowiązuje się uiścić 1750 zł na utrzymanie studentów z Ukrainy do 15 lutego br. Pieniądze te do dzisiaj nie wpłynęły, ponieważ, jak mówi przedsiębiorca, chciał je przekazać za pomocą swojej fundacji, którą właśnie zakłada.

– Jednocześnie oświadczam, że podejmowałem starania w zakresie znalezienia zatrudnienia dla młodzieży z Ukrainy w Polsce, oraz zorganizowania sponsoringu na rzecz utrzymania studentów – czytamy w oświadczeniu W.

Informacje o pracy w szpitalu były zaskoczeniem dla samej placówki.

– Praktyki w naszym szpitalu odbywają się w ramach umowy z WSGK w Kutnie, natomiast nie było żadnych rozmów ani zobowiązań ze strony Zarządu Szpitala co do zatrudnienia studentów z Ukrainy – informuje Beata Pokojska, rzecznik prasowy Kutnowskiego Szpitala Samorządowego.

Czy problem znajdzie swój finał w sądzie? Sprawę będziemy monitorować. Anna Augustynowicz Tomasz Zagórowski

Powiat Kutnowski 2
Powiat Kutnowski 2 [więcej]
Powiat Kutnowski 1
Powiat Kutnowski 1 [więcej]
SZANOWNI MIESZKAŃCY POWIATU KUTNOWSKIEGO!

Informujemy, że od 8 marca 2017 roku trwają pogłębione badania profilaktyczne w ramach rozszerzenia projektu „Żyjesz dla siebie i innych – zadbaj o zdrowie” [więcej]

 
© Copyright 2009-2017 iMedia. Wszystkie prawa zastrzeżone.